sobota, 21 września 2013

M jak Martylologia czyli koniec cudu nad Kłodnicą i Czarną Przemszą.

M. Em. Mmmmmm. Mhm. Mrrrr. Mruczanki. Mało. Miło. Mirabelka. Malwy. Makadamia. Makrela. Mleko. Morela. Moro. Miasto. Muzyka. Mruczy. Milczy. Monolog. Martwa. Marmur. Martensy. Morwa. Morda. Mokra. Mądra. Małpa. Marazm. Mapa. M1. Miraż. Meksyk. Miranda. Mirinda. Mascara. Makabreska. Madam. Motyka. Mitologia. Mla mla mla. Muahaha.

- Spierdalaj!!
 - No to hop.

1,5 godziny kąpieli. Krzywo pomalowane paznokcie w odcieniu marynistycznego granatu. Obolałe stopy i ścięgna. Monolog do mamy. Mruczenie stęsknionych kotów i wesołe merdy psów. Wygłaskana zasypiająca Zosia. Przecudowna wycieczka do Krakowa. Pyszne śniadanie. Spierdalaj. Laj laj. Serce całe. Mózg cały. Konto prawie puste. Nowa praca. Nowe plany. Stara ja.

Martawisz się?

"Pij mnie całą, zeżryj. Na deser przyjdzie jeszcze czas. A póki co, jestem ja. I na golasa tańczę, cała sala patrzy.. AaMaa aaAaa aaRaa aaTaa aaAaa!!!!!"



Czyżby to nie ta? Ta jedyna? Niemożliwe!!

"Domowe przedszkole, czy słońce czy deszcz. Przyjść może do Ciebie kiedy kiedy tylko chcesz."

Przedszkolak Maj.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz